Bartosz Paczkowski – fotoreporter, dziennikarz, fotograf. Prowadzi warsztaty z fotografii studyjnej dla szkół podstawowych. Jego prace widniały na kilku wystawach i wernisażach, głównie krakowskiej fotografii ulicznej – choć z Krakowem nigdy nie był szczególnie związany…
Od reportażu ulicznego po profesjonalne sesje studyjne i film. Ponad 15 lat za obiektywem w Poznaniu i nie tylko… trochę o mnie, trochę o mojej pracy, trochę o tym jak widzę siebie za kolejną dekadę?
– Nie skłamię, gdy powiem, że jest trudno czasem zacząć opisywać siebie, podczas gdy życie w wieku 21 lat płynie dużo szybciej niż to po 30-tce – śmieję się – ale to fakt już trzydziestkę mam dawno za sobą. A mój debiut fotoreportera w zimowej stolicy Wielkopolski również odbył się już ponad 14 lat temu. Chociaż w sumie prawie dziesięć lat byłem fotoreporterem, a sama fotografia jest w moim kręgu zainteresowań blisko dwie dekady.
To tak słowem wstępu.
– Zaczynałem moją przygodę trochę jak freelancer, na przestarzałym systemie 4/3 firmy Olympus, tak poznałem moją potem przyszłą drugą szefową – Redaktorkę Lidię Ładę, z portalu Codziennypoznan.pl
Pracę jako fotoreporter zacząłem od redakcji vis a vis Gazety Wyborczej – Centrum Informacji Miejskiej Posnania (CIM) na Ratajczaka. Tam wtedy poznałem mojego przełożonego Redaktora Naczelnego – Malinowskiego Mateusza – i nie wiedziałem, ze ta współpraca będzie owocna i zakotwiczę w redakcji na blisko dekadę. Pamiętam, moje pierwsze zlecenie na Chwiałce – otwarcie lodowiska, zatrudniałem się w grudniu, więc to był motyw przewodni takich poznańskich nowinek kulturalnych. A pracowałem w dziale typowo kulturowym, wiec moje reportaże czasem to dosłownie „flaki z olejem”. Ale ta stagnacja pozwoliła mi inaczej spoglądać na Świat oraz ludzi, których spotykałem.
Pamiętam również gdy relacjonowałem wraz z przewodniczącym poznańskich fortów, zwiedzanie, kompletowanie notatek oraz oczywiście zdjęć – Fortu 1A Roder w okolicach Rataj. Spotkałem wtedy naprawdę wartościowych ludzi i zastanawia mnie czasem – co takiego się wydarzyło, że nie spotykamy później już podobnych osób na swej drodze? – zastanawiam się…
Ciąg dalszy nastąpi…